Nie zaproponowała mu pomocy, lecz było oczywiste, że nieraz przypinał skrzydła samodzielnie. Dyskretnie rozgrzewała mięśnie, aby przywrócić im sprężystość, a jednocześnie powtarzała sobie, że zważywszy na jej zmęczenie i kapryśną pogodę, ewentualne zwycięstwo Vala byłoby bez znaczenia. Zresztą, on również musiał zdawać sobie z tego sprawę. Jak zwykle? Dwa razy tam i z powrotem? Maris skinęła głową i spojrzała na szare, spienione fale, które dzieliły ją od skalistej iglicy, która służyła jako punkt orientacyjny. Ile razy latała tam dzisiejszego dnia? Trzydzieści? Może więcej? To nie miało znaczenia. Przeleci jeszcze dwa okrążenia tak, jakby były pierwszymi; nakazywało jej to poczucie dumy. Kto będzie naszym sędzią? zapytała. Val odblokował dwie ostatnie rozpory skrzydeł. Sami będziemy sędziami powiedział. Tylko to się liczy.

(Reklama: )
