Gwałtownie przechyliła się i zaczęła spadać. Serce waliło jej jak młotem. Dopiero po jakimś czasie zapanowała nad lotem, lecz Val zdążył już powiększyć przewagę. Mogła być tylko wdzięczna losowi, że młodzieniec nie zauważył jej niezręczności. Straciła wysokość, ale złapała mocny wiatr nad skałami i nagle znowu zaczęła się wznosić. Leciała nierozważnie, myśląc tylko o tym, żeby natychmiast rozwinąć pożądaną prędkość. Balansowała ciałem, dopóki nie natknęła się na stały wiatr, który nadawał się do wykorzystania. Zbliżyła się do Vala, lecz tak bardzo pragnęła go wyminąć, że ledwie zauważyła zbliżający się ląd i nagle dostała się w zimny wir, który zagarnął ją od dołu niczym lodowata ręka. Val jakoś zdołał się od niego uwolnić; z nieprawdopodobną zręcznością wydźwignął się w górę, podczas gdy Maris usiłowała nie spaść i balansowała ciałem, aby uciec przed spychającym ją wiatrem. Jej rywal krążył nad fortecą i obserwując dymy z kominów akademii, oceniał kierunek i prędkość wiatru. Po chwili zaczął zawracać; wznosił się coraz wyżej.

(Reklama: )
