Dopiero w tym momencie Maris udało się opanować sytuację. Pomyślała z goryczą, że tego wieczoru niebo wyraźnie sprzyja Valowi. Wiatry miotały nią jak zabawką i ustawicznie mieszały jej szyki; ilekroć usiłowała je ujarzmić, zaczynały wiać w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewała. Jednak Valowi pozwalały na swobodny lot. Miało się wrażenie, że młodzieniec nie zaprząta sobie głowy niebezpieczną zmiennością podmuchów i bez trudu wyszukuje mocny, umożliwiający płynne szybowanie prąd. Maris już wiedziała, że wyścig zakończy się jej porażką. Val znajdował się wysoko ponad nią, pamiętając, że osiągnięcie odpowiedniego pułapu lotu często zwiększa prędkość. Nawet gdyby natrafiła na sprzyjające wiatry, wzbicie się na taką wysokość zajęłoby jej zbyt dużo czasu. Starała się zmniejszyć dzielącą ich odległość, lecz walka z chaotycznymi podmuchami nadwątliła jej siły, a świadomość, iż jest już za późno, powodowała zniechęcenie.

(Reklama: )
